Myślałem, że wszystkie obrazy są kolorowe.
Sigve do Aslego, „Ja to ktoś inny”, Jon Fosse
Być może z czytaniem Fossego jest tak, jak powiedział Sigve do Aslego, gdy zobaczył namalowany dla niego obraz:
myślałem, że wszystkie obrazy są kolorowe. […] zamierzał powiesić ten obraz na ścianie, bo trochę kolorów ożywiłoby ten pokój.
Przystępujemy do lektury (nie tylko Fossego) z założeniami, w tym wypadku – a to akademia noblowska, skoro tak, to…, a to przyzwyczajenia czytelnicze (kropki, znaki zapytania, użycie wielkich liter, powtórzenia, że jak strumień świadomości, to czyj i czyj jest ten równoległy, czy nadal tego Aslego, a jak eksperyment to ożywczy, a nie że dystymia i dystymia), a to przywiązanie do światopoglądu i oczekiwanie, że odzwierciedli się, na przykład, trend laicyzacji.
Kiedy czytałam „Drugie imię“ Fossego, miałam niejasne poczucie, że „czarno-biała“ część pierwsza, przez którą brnęłam z pewnym trudem, pracuje na tę drugą, w której – wreszcie – pojawiły się, jakieś kolory. Że wcześniejsze rozdwojenia, chybotliwości, nużące powtórzenia pracowały na dziecięce spacery, na rozkołysanego na łódce chłopca. Wydawało mi się, że powieść Fossego przypomina namalowany przez jej bohatera obraz, z kolejnymi warstwami i tym, co chwilami przeziera z ciemności, tam gdzie są przetarcia lub gdzie autor wpuści więcej światła. Że czytanie Fossego być może ma coś wspólnego z patrzeniem, z przesuwaniem wzroku po fragmentach, mniej bardziej udanych wobec próby zobaczenia całości obrazu, z pewnego oddalenia, kiedy się już nie widzi szczegółów i dopiero wtedy można zobaczyć.
„Białość“ mnie ponownie wybiła z przyzwyczajeń czytelniczych i z moich mniemań o Fossem, do których zdążyłam się przywiązać. Konfuzja, z czym właściwie mam jako czytelnik do czynienia? Nadal z literaturą czy świadectwem?
I wreszcie „Ja to ktoś inny“. Powtórka, czy może raczej kontynuacja „Drugiego imienia“ – te same postaci (malarz Asle i jego Imiennik malarz Asle, sąsiad Asleik, siostra Aslego Alida i siostra Asleika Guro…), doświetlenie równolegle przebiegających, nakładających się ścieżek Aslego i jego Imiennika (nie na tyle, żeby pozbyć się całkiem wątpliwości, podejrzenia co do metaforycznego podwojenia tych światów) i motywów, jeszcze wyraźniejsza intencja zaangażowania religijnego niż w „Białości“. Może nie wyraźniejsza, nie z mojego, czytelniczego, powodu, tylko wyłożona prostolinijnie, żeby było czarno na białym – w przejściu Aslego za sprawą żony Ales na katolicyzm, w lekturze Biblii, mistyków, w tym Mistrza Eckharta, w wywiedzionych z nich rozważaniach Aslego o naturze Boga i w ponawianej modlitwie.
Ci ludzie, którzy je kupili, musieli być chyba chorzy na głowę…
Matka Aslego o jego obrazach, „Ja to ktoś inny“ Jon Fosse
Z niejakim rozczarowaniem przyjęłam do wiadomości, że w „Ja to ktoś inny“ nie ma części drugiej, że nie zadziała to, co działało w „Drugim imieniu“. Że tylko znużenie i znużenie. Asle i Asle. Co zmienia, że doszła Ales? Czarny, brązowy i fioletowy. I biały. Krzyż świętego Andrzeja, krzyżyk Aslego, różaniec, wyjazdy i powroty. Refreny. Rozmnożony spójnik „i“, nierozwiązana zagadka używania wielkiej litery. Znużenie, które nie ustaje. Żadnego magicznego przejścia od… do dziecięcych spacerów, żadnych ożywiających narrację kolorów. Obraz z dwoma liniami, z krzyżem zmarłego męczeńską śmiercią świętego Andrzeja, bohater zmierzający Eckhartowską „drogą bez drogi“ ku niepoznawalnemu Bogu. Nawet nie sceny, raczej przywołania, intencjonalnie w stylu pozbawionym literackiego napięcia (kolorytu)? – ręka Łysego na dziecięcym udzie Aslego, przecięta tętnica nadgarstka i doświadczona w bliskości śmierci epifania, inicjacja uczuciowa, seksualna czy ta dotycząca wiary z Ales, lęk przed czytaniem/wypowiadaniem na głos (jeśli przeżyłam jakieś lekturowe katharsis, to szczególnie przy tych fragmentach:-), tęsknota i samotność w obliczu odchodzenia bliskich, i inne istotne, ale wygłuszone w stylistycznej kompulsji momenty. Wygłuszone czy niewypowiedziane? Momentami mówienie zamiast, Asle, który mówi do Asleika coś, żeby nie powiedzieć czegoś innego, co musi pozostać do wewnętrznej. Jakby chęć zamalowania obrazu, echo tego, co dręczy Aslego: czy wymalowując obraz nie niszczę go?
Może Fosse jak Asle „nie ma siły malować tych najgorszych [obrazów – Sz.P.], to za bardzo boli, one jakby ciągną go i szarpią całego, to taki ból…“ Łysy dotykający uda Aslego, „Siostra, która tylko leży i nie żyje“ – obrazy, które są nie do wytrzymania, nie do wy-malowania.
Znów – czym jest pisanie Fossego? Czy mamy do czynienia z kreacją? Czy ze świadectwem? Czy wierzę temu pisaniu, że jest zmyślone? Czym miałoby być czytanie Fossego? Współ-medytacją?
Gdyby malarz już przy pierwszym pociągnięciu pędzlem chciał myśleć o wszystkich następnych, nic by z tego nie wyszło.
Mistrz Eckhart
O to to! Tu dopiero robi się ciekawie. Tu, czyli gdzie, czyli kiedy? Kiedy mowa o metodzie, o jej rozpoznaniu i o tym, co umożliwia? Jakiej metodzie, skoro przecież „gdyby malarz już przy pierwszym pociągnięciu pędzlem chciał myśleć o wszystkich następnych, nic by z tego nie wyszło.“
Jeśli przyjrzeć się mniej, bardziej wprost podanym metatekstom, to wydaje się, że Fosse pisze, jak Asle malował obrazy. Czyli jak? Według Matki Aslego malował on „ […] takie obrazy, które nie są podobne do niczego na świecie […], „niezrozumiałe mazaje“. I znów, ale tym razem według Przewodniczącego Koła Młodzieży w Barmen „ […] myślałem, że będą do czegoś podobne“. Dość jasne jest, że Fosse jak Asle odmawia, „żeby to było do czegoś podobne“ i ucieka od ględzenia „ że ma malować obrazy, które da się zrozumieć i na których widać, co jest…“
Może Fosse jak Asle
„ […] namalował już tyle obrazów w kolorach i z błękitnym niebem, że nie ma już ochoty malować więcej takich…“?
„Ja to ktoś inny”, Jon Fosse
Intrygująca w kontekście powyższego jest postać Sigvego, kolegi Aslego z nastoletniego okresu. Zdecydowałam, że to Sigve, że tym razem, w tej książce, że to on będzie działał na mnie ożywczo. Ze swoimi występkami, z pobytem w więzieniu i przede wszystkim korespondencyjną grą w szachy. Z wysyłanym w liście kolejnym ruchem, przewidywaniem ruchu zwrotnego podczas oczekiwania na odpowiedź i planowaniem kolejnego. Sigve, który najbardziej lubi poezję nowoczesną, tak zwaną niezrozumiałą lirykę:
[…] nie żeby ją rozumiał tak zwyczajnie, ale jednak rozumie w jakiś sposób, tak, trochę tak, jakby trzeba było rozumieć czymś innym niż rozumem.
„Ja to ktoś inny”, Jon Fosse
I dalej: „Te wiersze są jakby równie niezrozumiałe jak samo życie“. Sigve, który poleca Aslemu do czytania: Samuela Becketta i Georg’a Trakla. O! Georg’a Trakla, o którego wierszach Wittgenstein napisał: „Nie rozumiem ich, ale ich ton mnie uszczęśliwia. To jest ton prawdziwie genialnego człowieka”. Podrzucam fragment „Heliana” Trakla w załączeniu, w tłumaczeniu Wiesława Trzeciakowskiego (jest i krzyż).

Brzmi dobrze, zwłaszcza to Wittgensteina o Traklu, prawda? A jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że choć Beckett i Trakl są interesującymi tropami, to do czego innego odwołuje się pisanie Fossego. Jeśli malowanie Aslego jest „modlitwą bez słów“, jeśli „wszystkie obrazy, które próbował namalować, usiłują się upodobnić do wewnętrznego obrazu we mnie, do własnego wnętrza?“ (Ingerencja w cytat Sz.P.), to bliżej jest Biblia niż ekspresjonista Trakl (chociaż pewnie zależy od człowieka, od tego, co się w nim domaga ekspresji):
Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym“ – św. Paweł (już nie znajdę gdzie) i „Lecz ukryty wewnętrzny człowiek z niezniszczalnym klejnotem łagodnego i cichego ducha, który jedynie ma wartość przed Bogiem.
Biblia Warszawska, 1 List św. Piotra 3:13
Tym samym wracam do pytania: czy świadectwo, czy literatura?
Asle, bohater „Ja to ktoś inny“ twierdzi wprost „Biblia to literatura“ (zgoda:-) I dalej: „Chciałem jedynie malować, żeby powiedzieć coś, czego nie dało się powiedzieć w żaden inny sposób“, „malowaniem wydobyć nieobecną obecność […] wydobyć tę świetlistą ciemność“, […] o czym pisał mistrz Eckhart, ja robię ze swoimi obrazami, rzecz jasna nie wprost…“
… te obrazy przesuwają się w głowie Aslego jak seria slajdów, jeden za drugim […] i teraz, myśli, zamiast malować z fotografii domy i chaty, teraz będzie wy-malowywał te obrazy, które ma w głowie, ale nie chce ich malować dokładnie tak, jak je w tej głowie widzi, bo z każdym z tych obrazów wiąże się cierpienie i ból, myśli, ale też swego rodzaju spokój […] Chce wymalowywać tak, aby pozostał jedynie spokój.
„Ja to ktoś inny“ Jon Fosse
Na obraz i podobieństwo. Męczące w dążeniu, w powtarzalności tej „drogi bez drogi“. Drogi do bycia obrazem, do podobieństwa (Rdz 1, 26). Fosse daje nam przed oczy pisanie jak obraz. Tyle że – i jest w tym coś interesującego, co męczy – przeniesienie punktu ciężkości – „Bóg jest również w tym, w sztalugach?“ Nie tylko w obrazie. Sztalugi są interesujące i to, że je widać? Chwilami mniej. Na przykład jak zaczyna wykładać, że sztuka ma związek z jakością, a nie lubieniem czy nielubieniem, nie z gustem, bo jakość to coś, co istnieje samo w sobie i tak dalej. Albo że Biblię należy czytać metaforycznie. Albo że „ […] wycofałem się do tego spokoju, jaki przynosi malowanie… stałem i malowałem z całą tą pokorą.“ Może i za dużo tej pokory, za dużo sztalug? Czy raczej chodzi o to, że „nie mam ochoty w ogóle malować, moe namalowałem się już dość, wymalowałem się do końca“. Przed Fossem czytałam Franzena „Na rozdrożu” – pasuje to rozdroże do krzyża. Czytało się prościej, było jak książka przygodowa przy Fossem. Polecam, jeśli ktokolwiek tu dotarł:-)
[…] właśnie tam, właśnie wtedy, a teraz…
Asle, „Ja to ktoś inny“, Jon Fosse
A teraz koniec i wystarczy.
Dusza jest zjednoczona i przemieniona w Bogu, oddycha Bogiem i w Bogu tym samym niebiańskim oddechem, którym Bóg będąc w niej, w niej sam oddycha.
Jan od Krzyża
… robiąc głęboki wdech Chryste i biorąc powolny wydech Zmiłuj się i biorąc głęboki wdech Nade mną
Jon Fosse od „Ja to ktoś inny”
Ktoś inny, czyli kto?
Ja to ktoś inny | Jon Fosse | tłumaczenie Iwona Zimnicka | wydawnictwo ArtRage
