[…] jesteśmy ciekawi wyniku, jak końca powieści: o trwodze, nędzy, paradoksie nie chcemy nic wiedzieć.
„ Bojaźń i drżenie”, Søren Kierkegaard
Czy ArtRage drżał, wydając „Białość“ Jona Fossego? Czy da się wziąć Noblistę, nie biorąc go z „Białością“? Przez chwilę ciekawiło mnie, jak dzisiejszy (często wyćwiczony w ekwilibrystykach bardziej niż w zastyganiu) czytelnik poradzi sobie z tą niewielką książeczką traktującą o doświadczeniu mistycznym. Czy przebrnie przez rozpisane na niewiele ponad 40 stron zapętlenia (te związane z poszukiwaniem wyjścia z lasu i te odnoszące się do gęstwiny myśli), wydawałoby znoszące się konstatacje bohatera, próbę wysłowienia pustki i znużenia, które okazują się wstępem do napięcia religijnego? Czy zignoruje pojawiającego się na 19, potem na 31 stronie Boga pisanego wielką literą:
Stoję zupełnie cicho. Chcę, żeby było całkiem cicho, chcę się wsłuchać w ciszę. Bo to w ciszy można usłyszeć Boga […]
Białość, Jon Fosse
Z „Jestem, który jestem“ (u Fossego w tłumaczeniu Iwony Zimnickiej „Jestem tym, kim jestem”). Ale ponieważ nie ma najmniejszego sensu myśleć za innych (zasłaniać się symulowanymi pytaniami, tym bardziej przypisywać je innym) uznałam, że powinnam to podjąć między mną a mną, to, że nie wiem właściwie, co myśleć o „Białości“.
Nie wiem, co myśleć o niej jako tekście literackim, poza tym, że rozpoznaję tonację, ten rozszczepiający się do wewnętrznej świat, że okrzepłam dzięki „Drugiemu imieniu“ w powtórzeniach, nawrotkach, specyfice stosowania znaków przestankowych (tym razem są kropki, brakuje znaków zapytania). Łatwiej mi chyba byłoby przywołać i przyłożyć do tej książki gdzieś tłukące się w pamięci rozpoznane tropy wiodące do ciemnych nocy („czarnej ciemności“), które poprzedzały unię mistyczną czy paradoksy z „Albo – albo“. Nawet zajrzałam na wolnelektury, żeby co nieco odświeżyć zadawnione we mnie (a przy okazji sprawdzić, czy nie mam do czynienia z jakimś skrótem, wyciągiem z duńskiego filozofa zmieszanego z Ojcami Kościoła w wykonaniu Fossego.). Pewnie wolałabym zastanawiać się, czy Fosse nawiązuje do Wittgensteina:
[…] uczciwy religijny myśliciel jest niczym linoskoczek. Porusza się na pozór po powietrzu. Grunt, po jakim stąpa, jest najlichszy z tych, jakie można sobie pomyśleć. A przecież daje się po nim naprawdę iść.
„Uwagi o religii i etyce“, Ludwig Wittgenstein
W zamykających „Białość“ zdaniach, na przedostatniej, 41 stronie, zostało zapisane:
[…] jakbyśmy szli w powietrzu, tak, to dziwne, a dłoń tego mężczyzny w czarnym garniturze nie jest ani ciepła, ani zimna, a moi rodzice jakby tu są i nie są, idziemy jakby w powietrzu, tak, naprawdę idziemy w powietrzu, i też nie idziemy, tylko jakoś się poruszamy, jakimś sposobem, , i jest trochę tak, jakbym nie był sobą, tylko jakbym się stał częścią tej świetlistej istoty […].
„Białość”, Jon Fosse
Albo domknąć, odhaczyć te stylistyczne kompulsje Fossego, jako wprost wyrastające z „Bojaźni i drżenia“:
Jeżeli zatem ruch polega na tym, że moment jakiś coraz to znowu powraca, to ma się bezsprzecznie do czynienia z ruchem, można nawet odkryć prawo tego ruchu, ale nie ma rozwoju. Powtórzenie w czasie jest obojętne, a ciągłości brak. Tak ma się rzecz w znacznej mierze z życiem mistyka.
„Bojaźń i drżenie”, Søren Kierkegaard
Byłby Fosse i jego pisanie jedynie ucieleśnioną „samotną ścieżką, wąską i stromą“ rycerza wiary?
Nie wiem, co zrobić z opowiedzianym doświadczeniem bohatera „Białości“ (czy jednak Fossego?). Może nie muszę nic robić, może wystarczy przeczytać, poświadkować nudzie, pustce, znużeniu, samotności, zwątpieniu w rozum („bzdury“, „zwidy“, „mój rozum tego nie ogarnia“, „najczystsza głupota“, „niemożliwe“, „kompletnie mi odbiło“, „nie pojmuję tego“, „nie do pojęcia“, itd), „byciu w środku światła tak mocnego, że to nie jest światło“, wejściu „boso w nicość“.
Białość | Jon Fosse | tłumaczenie Iwona Zimnicka | wydawnictwo ArtRage
